Pozwalam rosnąć tej frustracji. Czuję, jak puchnie w dole mojego brzucha. Rozrasta się.

Dociskam dłonie do podbrzusza. Chcę to zdusić, zanim będzie za późno. Robię się coraz bardziej pusta i ta pustka chce pożreć mnie od środka.

Nie zwracam uwagi na to, co wpada mi w ręce. Otwieram po kolei każde z opakowań. Krakersy, batoniki, czekolada, chrupki. Jem i jem. Papka bez smaku przeciska się przez gardło. Zapijam to wodą. Przecieram usta i jem. Żelki, wafelki, marcepan w czekoladzie. Wszystko smakuje tak samo, a moje ręce zaczynają drżeć coraz mocniej. Sięgam po nowe opakowanie, licząc na to, że to wystarczy. Czekoladki, galaretki, orzeszki. Im więcej myślę, tym więcej jem. Zagłuszam poczucie winy, aż od soli pieką mnie usta, aż od cukru bolą mnie zęby. Czuję na podniebieniu smak mlecznej czekolady i słonych chipsów. Łapię za gardło i przepycham breję w stronę żołądka. Zgniatam opakowania i wciskam je do torby, bo w koszu byłyby za bardzo widoczne. Choć wszystko dokładnie posprzątałam, to powietrze wciąż śmierdzi orzeszkami w paprykowej skorupce. Ręce kleją mi się od roztopionej galaretki w czekoladzie. Wycieram je o bluzkę, a pod nią czuję mój brzuch. Palce zagłębiają się w zwałach tłuszczu. Trę rękami, aż moja skóra czerwienieje. Prostuję kręgosłup, by fałdy na brzuchu zniknęły. Niewiele to zmienia. Robię się senna. Zalewa mnie fala gorąca. Mój pot pachnie, jak zleżały lizak pozostawiony długo na słońcu. Czuję na ustach słony posmak, choć nie wiem, czy to sól z krakersów, czy wydzieliny mojego ciała. A może to to samo. Słone, słodkie, kwaśne, gorzkie. Już nie czuję różnicy.

Nie umiem zetrzeć tego brudu. Mam ochotę iść się umyć. Nie tylko ręce. Cała wejść pod prysznic i zetrzeć z siebie poczucie winy. Przebić się przez naskórek, by z ran wypłynęła ciecz w kolorze wiśniowego soku. Potem dotrę do tłuszczu, przypominającego galaretkę o smaku mango. A później do kości w kolorze białej czekolady, kruchych jak solone paluszki, by rozerwać żołądek niczym paczkę chipsów i wyciągnąć z niego wszystko, co zjadłam. Po kolei, jedno po drugim. Aż zniknie pustka. Aż zniknę ja.

Małgorzata Banek

Absolwentka Twórczego Pisania i Marketingu Wydawniczego. Hobbystycznie kolekcjonuje niechciane psy ze schroniska. Ostatnie dwa lata spędziła w Korei Południowej, szukając odpowiedzi na pytanie: “czego ja tak właściwie chcę od życia”.