
Jak żyć, pani Patrycjo?
Tego pytania nie zadał mi nikt i nigdy w żadnym liście, którego nikt i nigdy do mnie nie przysłał. Jest to jednak kwestia zasadnicza, kwestia fundamentalna wręcz i rudymentarna – bo wszyscy przecież musimy jakoś żyć i nikt z nas nie wie, jak jest poprawnie. Jakimś gargantuicznym błędem porodziliśmy się wszyscy bez wprawy i zanim zejdziemy z tej chybotliwej sceny bez żadnej przyczyny, coś musi być pomiędzy. Co – to życie całe, prędkie mrugnięcie oka i jednocześnie całe eony.
Ale przyjrzałam się tej kwestii, przyglądając się przy okazji światu. Zajrzałam pod liście, wykopałam korzenie, wepchnęłam ręce w przybrzeżny muł. Patrzyłam na koty, psy, ważki, małpy, nosorożce. Rozdrapałam strupki i wciskałam kciuki w wykwitające na nogach siniaki. Wystraszyłam się tak wielu rzeczy i uciekałam od nich. Przeczytałam bardzo dużo książek.
Wciąż tego nie wiem, jest już pewne, że nigdy nie będę wiedziała. Ale!
W zeszłym roku siedziałam na podłodze w swoim mieszkaniu i patrzyłam jak kilkudniowe koty otwierają oczy i wystraszone piszczą cieniutko, z uporem i desperacją szukając siebie nawzajem. Przez kilka tygodni próbowały odkrywać kolejne, niesamowite rzeczy: turlanie, przebieranie nóżkami, w końcu niepewne stawanie na rachitycznych łapkach i chybotliwe kroki – jeden, drugi i trzeci. Nie umiałam im w tym pomóc, niełatwo jest przecież wytłumaczyć kotu, jak proste jest chodzenie, zwłaszcza takiemu, który nigdy wcześniej tego nie robił i nie zna ludzkiego języka. Ale nauczyły się.
Kto wie, może tu nie chodzi o to, żeby znać odpowiedzi na te wszystkie duże pytania tylko usiąść z boku i cierpliwie na coś patrzeć? Sprawdźmy to.
Chciałabym otworzyć cykl tekstów, które w tradycji piśmiennictwa noszą znamiona kategorii „listy do redakcji”. W których podpuszczona pytaniem zadanym przez osobę chcącą dowiedzieć się, jaki jest mój pomysł na jakąś wymagającą rozważenia – albo i rozwiązania – kwestię, staram się udzielić odpowiedzi w formie publicznie udostępnionego listu. Jak dawno, dawno temu w Bravo i Chwili dla Ciebie.
Pozwólcie mi na to i dołączcie do tej ślepej krucjaty w poszukiwaniu sensów. A nuż się czegoś razem dowiemy? Może niekoniecznie jak żyć – w każdym razie nie od razu – ale może uda się zbadać jakiś fascynujący grunt pod chybotliwymi stopami? Sprawdźmy to.
Zapraszam, zachęcam i podżegam do przysyłania pretekstów do zadumy nad życiem: p.machalek@gmail.com
I do anonimowego zobaczenia w Prototypie.
